www.krzysztofkopec.pl  Data:  Czwartek, 19 Październik 2017 r.

Powrót na stronę główna

Wrogie przejęcia polskich przedsiębiorstw po wybuchu II Wojny Światowej

Co jakiś czas pojawiają się w mediach informacje o skutecznych lub nie próbach reaktywowania spółek prawa handlowego z czasów II RP. Pisała o tym bliżej prasa w latach 2008-2010 r. w tym miesięcznik Forbes w lutowym numerze z 2009 r. Nawet GW piórem Tomasza Pruska w artykule z 29 marca 2009 r. w artykule pt.: „Zaginione akcje Gische skrzynie z majątkiem II RP” zauważyła problem i skrytykowała proceder bezprawnego przejmowania majątku z czasów II RP. Najczęściej komentowanym przykładem była historia S.A. Giesche. Innymi przykładami opisywanymi szerzej w prasie były: historia wpisanej do KRS w 2008 r. firmy Ziarno Polska, Wytwórnia Chleba Zdrowia i Młyn Walcowaty oraz w 2010 r. historia największego w czasach II RP producenta samochodów spółki Lilpop, Rau i Loewenstein. W sumie w latach 2000-2012 r. w Polsce było około 100 prób reaktywowania działalności gospodarczej spółek z czasów II RP, najwięcej z nich przypadało na lata 2007-2010. Niestety proceder ten trwa do dnia dzisiejszego. Nie jest tajemnicą, że większość z tych „reaktywowanych” spółek ma niewiele wspólnego z faktycznymi właścicielami lub ich spadkobiercami. Stoją za nimi albo osoby, które zwietrzyły interes i skupiły stare akcje, albo handlarze i kolekcjonerzy, w których zbiorach znajdowały się one od dawna. Sprawa jest o tyle poważna, że chodzi o przejęcie ogromnego majątku, który wycenia się na około 150 mld. PLN.
Szczególnie kuriozalny jest przypadek blisko 220 tys. sztuk przedwojennych akcji i obligacji, które wróciły z USA do PRL w 1968 r. Powinny zostać zniszczone lub bezpiecznie leżeć w rządowych skarbcach, tymczasem pojawiły się na rynku i służą do przejmowania majątku wielu spółek z czasów II RP w tym: Giesche, Stowarzyszenia Mechaników Polskich z Ameryki, Lilpop, Rau i Lowenstein, Banku Polskiego, Galicyjskiego Towarzystwo Naftowego "Galicja", Fabryki Czekolady "Plutos", Zakładów Hohenlohego, Sp. Akcyjnej Wełnowiec, Tomaszowskiej Fabryki Sztucznego Jedwabiu, Towarzystwa Zakładów Przędzalni Bawełny, Tkalni i Blacharni "Zawiercie", Warszawsko-Ryskiej Fabryki Wyrobów Gumowych "Rygawar", Zjednoczonych Browarów Warszawskich Haberbusch i Schiele, Warszawskiego Towarzystwa Fabryk Cukru, Cukrowni i Rafinerii "Lublin", Spółki Akcyjnej Wielkich Pieców i Zakładów Ostrowieckich, Banku Kwileckiego, Potocki i S-ka, Spółki Akcyjnej H. Cegielskiego, Wspólnoty Interessamochód produkcji zakładów Lilpop, Rau i Loewensteinów Górniczo-Hutniczych, Jaworznickich Komunalnych Kopalń Węgla, Sierszańskich Zakładów Górniczych, Polskich Zakładów Chemicznych "Nitrat", Fabryki Cementu "Szczakowa", Towarzystwa Przemysłu Chemiczno-Farmaceutycznego d. Magister Klawe w Warszawie, Carl Schaff & Co., Thonet- Mundus Polskich Fabryk Mebli Giętych, Gnaszyńskiej Manufaktury, Przędzalni i Tkalni Juty i Lnu "Warta", Fabryki Wyrobów Sukiennych Ch. Rubin w Tomaszowie Mazowieckim i wielu innych.
Przyczyna tego stanu rzeczy leży po stronie niefrasobliwości, jeżeli nie kryminalnej nieudolności władz PRL i III RP szczególnie w ostatnich latach. Wprawdzie sprawą zainteresował się rząd Donalda Tuska a w szczególności poprzedni minister gospodarki Waldemar Pawlak, ale sprawa nie została zamknięta i proceder z akcjami trwa nadal. Niestety nie budzi już takich emocji społecznych i zainteresowania mediów jak kilka lat wcześniej. I to jest bardzo niebezpieczne!
Współczesny proceder tzw. „reaktywowania” przedsiębiorstw z czasów II RP jest tylko pokłosiem rabunku ich własności w czasie i po II wojnie światowej. Mam tu na myśli działalność władz sowieckich i niemieckich jak również władz PRL w stosunku do kapitału prywatnego w Polsce przed wrześniem 1939 r. Ocenia się, iż wartość majątku spółek prawa handlowego w Polsce przed wybuchem II wojny światowej (oszacowana m.in. na podstawie małego rocznika statystycznego na 1939 r., oraz danych dotyczących dochodów budżetu państwa z podatków za 1938 r.) wynosiła około 20 mld ówczesnych złotych, z czego hitlerowskie Niemcy przejęły majątek o wartości około 15 mld złotych a sowieci około 5 miliardów złotych. Brak wiarygodnych szacunków odnośnie wartości majątku znacjonalizowanego przez władze PRL po II wojnie światowej (m.in. dlatego, że majątek ten w wielu przypadkach był bardzo zniszczony w wyniku działań wojennych a przytaczane szacunki są bardzo rozbieżne).
Z chwilą wkroczenia wojsk niemieckich na ziemie II RP władze hitlerowskie wydały zarządzenie o konfiskacie i zajęciu mienia polskiego. W tym celu utworzono dekretem z 1 listopada 1939 r. m.in. Główny Urząd Powierniczy-Wschód z siedzibą w Berlinie (Haupttreuhandstelle Ost, Berlin). Zadaniem jego było kierowanie postępowaniem mającym na celu przejęcie majątków, regulacja rozrachunków spowodowanych wcieleniem polskich ziem do Rzeszy oraz uregulowanie sprawy pieniądza i kredytu. Organizacja Głównego Urzędu Powierniczego został rozbudowana zarządzeniem z dnia 12.06.1940 r. (Anordnung über die Hauptstelle Ost Rechtsvorschriften über die Hauptstelle Ost). Odtąd do jego zadań należało również zarządzanie przejętym majątkiem Państwa Polskiego oraz innym majątkiem publicznym, przejęciem i zarządem majątkiem obywateli polskich oraz przenoszenie tego majątku na obywateli niemieckich. Główny Urząd Powierniczy posiadał wyłączne prawo dokonywania zajęć, mianowania i odwoływania komisarycznych zarządców, a zarządcy, ustanowieni przez inne urzędy niemieckie musieli być przez niego zatwierdzeni. Wszystkie urzędy Rzeszy, krajowe i komunalne, były zobowiązane do udzielania mu pomocy. Administrowanie przejętym majątkiem odbywało się przez komisarycznych zarządców. W terenie działały ekspozytury Głównego Urzędu Powierniczego Wschód. Przykładowo w Poznaniu ekspozytura pod nazwą Urząd Powierniczy Poznań (Treuhandstelle Posen) powstała 14.12.1939 r. Przejęła ona w czasie wojny ponad 2500 firm obywateli polskich. W Łodzi utworzono ekspozyturę poznańskiej placówki (Nebenstelle) dla Łodzi oraz powiatów łaskiego, łęczyckiego i sieradzkiego, która przejęła prawie 2000 firm. Z dobrze zachowanych archiwów „Głównego Urzędu Powierniczego Gdańsk-Prusy Zachodnie” wynika, iż np. w Gdyni niektóre z osób zarządzających zabranymi przedsiębiorstwami dzierżyły w swoim ręku po kilka zakładów, zazwyczaj o tym samym profilu, np.: von Suckow sprawował kontrolę nad przedsiębiorstwami rybnymi; był powiernikiem m.in. w firmach: Homoryb, Temporyb, Nordia – Have . Z kolei Artur Ferenz, który prowadził aż czternaście zakładów, wyspecjalizował się w sklepach kolonialnych i handlu żelazem, był powiernikiem m.in.: „Żelazohurtu”, „Składu żelaza”, „G. Stiller. Hurtownia Towarów Kolonialnych”. Z archiwów tych oraz wykazów zawartych w „Amtsblatt des Reichsstatthalters in Danzig-Westpreussen (Zugleich Öffentlicher Anzeiger)” wynika, że w Gdyni przejęto prawie 800 firm obywateli polskich. W Katowicach stolicy rejencji a później prowincji górnośląskiej utworzono filię Haupttreuhandstelle Ost (Główny Urząd Powierniczy "Wschód"). W czasie okupacji przejęła ona ponad 10000 firm należących do obywateli polskich. Z akcją tą na Górnym Śląsku związane były szczególnie 2 osoby: Walter Ruppert i SS-Gruppenführer Erich von dem Bach-Zalewski.
Przejmowaniu majątku obywateli polskich na terenach włączonych do Rzeszy towarzyszyły przesiedlenia ludności polskiej. Ocenia się, że w latach 1939-1945 wysiedlono z terenów III Rzeszy ponad 2.4 miliona ludności polskiej (źródło: Nowa Encyklopedia Powszechna PWN. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 2004, ss. 811-812 (tom 8), s. 709 (tom 6). ISBN 83-01-14179-4.).
Na obszarze Generalnego Gubernatorstwa utworzono 15 listopada 1939 r. Urząd Powierniczy w Krakowie (niem. Treuhandstelle für das Generalgouvernement). Wszelkie mienie podlegające przejęciu przez okupanta, a więc np. istotne dla gospodarki zakłady przemysłowe, firmy prywatne było przez ten urząd konfiskowane. JednocześniRadioodbiornik Elektrite niezależnie od niego działał Główny Urząd Powierniczy Wschód (niem. Haupttreuhandstelle Ost (HTO)), kierowany przez dr Maxa Winklera, który zajmował się przede wszystkim konfiskatą polskiego mienia prywatnego i państwowego, samorządowego i należącego do organizacji społecznych, przenoszeniem praw własności zagrabionego majątku na obywateli niemieckich oraz zatwierdzaniem zarządców komisarycznych (niem. Treuhander). Wszelkie konfiskaty, przeprowadzane były na podstawie rozporządzeń z dnia 15 stycznia 1940 „O zabezpieczeniu majątku byłego państwa polskiego” (niem. VO über die Sicherstellung des Vermögens des ehemaligen polnischen Staates) oraz rozporządzenia z dnia 17 sierpnia 1940 „O traktowaniu majątku polskich obywateli” (niem. VO über die Behandlung von Vermögen der Angehörigen des ehemaligen polnischen Staates). Prawa te umożliwiały Głównemu Urzędowi Powierniczemu Wschód, który musiał zaakceptować każdą tego typu decyzję, podjętą przez odpowiednie czynniki niemieckie, dowolne zajmowanie majątku ruchomego i nieruchomego praktycznie każdego polskiego obywatela, przejmowanie przedsiębiorstw, majątków ziemskich, zabytków i dzieł sztuki.
W dniu 21 stycznia 1940 r. wydano najważniejsze zarządzenie dotyczące konfiskaty majątku prywatnego w Generalnym Gubernatorstwie, tzw. ordynację sekwestracyjną. Uprawniała ona niemiecką administrację, SS i policję bądź Wehrmacht do zajęć własności należącej do obywateli polskich. Cały kluczowy przemysł GG obejmujący około 5000 firm, który znalazł się pod zarządem niemieckim, był następnie przejmowany za ułamek wartości od różnych organizacji powierniczych działających na terenie Generalnego Gubernatorstwa przez niemieckie koncerny i monopole (m.in. IG Farben, AEG, Siemens AG, Friedrich Krupp AG i wiele innych). Zakłady państwowe przemysłu zbrojeniowego w Starachowicach i Stalowej Woli, fabrykę Ursus, Pionki oraz fabryki samolotów w Rzeszowie i Mielcu zajął Wehrmacht. Koncerny Hermann Göring Werke i Stahlwerke przejmowały zakłady polskiego przemysłu stalowego. Hutę Częstochowa, odlewnię stali Enro i Państwowe Zakłady Amunicji w Skarżysku Kamiennej przejął koncern Hugo Schneider-Hasag z Lipska, a koncern Philips fabryki przemysłu radiotechnicznego: Philips, Kosmos, Grimm i Kaniewski. Praktycznie każda branża przemysłu i większość najatrakcyjniejszych zakładów przemysłowych przechodziło na własność firm niemieckich, koncernów, prywatnych właścicieli bądź firm powierniczych reprezentujących III Rzeszę.
Władze sowieckie po 17 września 1939 r. na zajętych obszarach II RP przejęły w ramach tzw. „gospodarczej sowietyzacji” blisko 10000 firm należących do obywateli polskich. 12 grudnia 1939 r. nastąpiło wycofanie z obiegu polskiego złotego i zastąpienie go rublem, przy likwidacji oszczędności bankowych i braku wymiany walut. W konsekwencji złote polskie były szmuglowane celem wymiany do Generalnego Gubernatorstwa, gdzie były wymieniane na młynarki. 29 listopada 1939 r. Prezydium Rady Najwyższej ZSRR przyjęło dekret, w myśl którego obywatele polscy zamieszkujący zachodnie obwody Ukrainy i Białorusi automatycznie stawali się obywatelami ZSRR. Wprowadzono także przymus posiadania paszportów wewnętrznych ZSRR przez obywateli II RP, którzy w wyniku wojny znaleźli się na tych terenach. Akcja rejestracyjna z tym związana była podstawą do późniejszych policyjnych represji NKWD ( w tym masowych wywózek z roku 1940). W czasie wojny wywieziono na wschód ZSRR od 1.5 do 2.5 miliona obywateli polskich (dane szacunkowe). Typowym przykładem losów polskich zakładów przejętych przez sowiety w 1939 r. mogą służyć wileńskie zakłady radioodbiorników Elektrit. W 1936 r. fabryka dysponowała powierzchnią 10 000 m kw. i 5 liniami montażowymi. Produkowała rocznie ponad 50 tys. odbiorników, składających się z podzespołów w 80 proc wytwarzanych u siebie. Podobnie jak w innych firmach europejskich, Elektrit oferował sezonową zmianę modeli. W sezonie 1937/38 - 6 modeli (w 15 podtypach) a w sezonie 1938/39 - 9 modeli (w 18 podtypach). Wśród nich były odbiorniki proste i tanie, ale oficerowie sowieccy i niemieccy nad mapą Polski także luksusowe, dwugłośnikowe superheterodyny z automatycznym poszukiwaniem stacji (system AS - super nowość techniki na tamte czasy). Elektrit zdobywał rynki wielu krajów Europy i Świata, docierał m. in. do Indii Brytyjskich, Afryki Płd. i Brazylii. Jego wyroby były znane także we Francji, Wielkiej Brytanii i USA. Historia firmy dobiegła kresu w 1939 r., po wkroczeniu wojsk sowieckich do Polski. Fabryka została przewieziona do Mińska jeszcze przed formalnym przekazaniem Wileńszczyzny Litwie, a po agresji niemieckiej na ZSRR ewakuowana na Syberię. Po wojnie wróciła z powrotem do Mińska, gdzie jeszcze długo do połowy lat 50-tych powstawały odbiorniki „elektritowskie”, znane również w PRL w czasach stalinowskich jako importowane radia sowieckie.
Przejmowanie spółek przez okupantów niemieckiego i sowieckiego nie ominęło również firm z kapitałem zagranicznym, prowadzących działalność gospodarczą w czasach II RP. Bardzo dobrym przykładem może być przytoczona na wstępie spółka Giesche. Właścicielem spółki Giesche był w czasach II RP amerykańsko-niemiecki holding Silesian-American Corporation (SACO), w którym 51% akcji należało do podmiotów amerykańskich (Anaconda Copper Mining Co. oraz grupy W.A. Harrimana), reszta zaś (49%) do niemieckiej spółki Bergwerksgesellschaft Georg von Giesche’s Erben AG. Wojenne losy spółki Giesche warto przypomnieć m.in. ze względu na to, iż jej współwłaścicielem był podmiot zagraniczny z USA a w 1939 r. USA były przecież krajem neutralnym. Dlatego też spółka po wybuchu wojny nie została postawiona w stan upadłości ani przekazana za przysłowiową złotówkę kapitałowi niemieckiemu ale kontynuowała działalność a prawa własności były formalnie respektowane. Niestety trwało to bardzo krótko. Do końca 1939 r. Amerykanie zatrudnieni w firmach należących do Giesche zostali zmuszeni do wyjazdu. Ostatni z nich, Dyrektor Naczelny Spółki, wyjechał ze Szwajcarii w 1940 roku. Podczas okupacji całościowy nadzór nad firmami należącymi do Giesche przeszedł na niemieckiego komisarza dr Albrechta Junga, szefa departamentu prawnego Erben. Bezpośrednie zarządzanie było natomiast w ręku dr Eduarda Schulte, dyrektora generalnego Erben i jego zastępcy, dr Lothara Siemona. Tak więc oficjele starego Erben znaleźli się w sytuacji pozwalającej im zrobić dosłownie wszystko co tylko chcieli z przedsiębiorstwami Spółki Giesche (z tłum. uzasadnienia do orzeczenia Sądu Apelacyjnego 2 Okręgu w Nowym Jorku, z 26.12.1950, sprawa Conway v. SACO).
Jak wspomniałem powyżej po 1 września 1939 r. Niemcy nie przejęli własności Giesche SA (tak jak czynili to z przedsiębiorstwami polskimi), natomiast objęli ją zarządem komisarycznym. Ustanowienie zarządu komisarycznego oznaczało w praktyce, że Amerykanie całkowicie utracili kontrolę nad Spółką. Pozbawiono ich nie tylko władzy decyzyjnej, ale również udziału w zyskach z działalności gospodarczej. Następnie właściciele Giesche’s Erben doprowadzili do utworzenia 18.03.1942 nowej spółki – „Zakładów Giesche sp. z.o.o.” z siedzibą w Katowicach, któremu przekazali całość majątku Giesche S.A., ponadto na nieruchomościach polskiego przedsiębiorstwa wpisano obligatorwywózka Polaków przez Niemcówyjnie dług hipoteczny w wysokości 20 mln marek w złocie. Właściciele Giesche’s Erben skupowali również (za pośrednictwem szwajcarskich banków) obligacje SACO, wykorzystując tym samym sytuację, w której sami doprowadzili do znacznego spadku ich notowań, zawieszając spłatę zobowiązań, pod które obligacje te zostały wyemitowane. Zawierali również umowy ze szwajcarskimi bankami w celu pozyskania środków finansowych pod zastaw majątku polskiego Giesche S.A. W skutek tego po wojnie m.in. amerykańskie sądy uznały te umowy za całkowicie bezprawne i zasądziły wielomilionowe odszkodowania dla poszkodowanych podmiotów gospodarczych (m.in. wyrok Sądu Najwyższego USA: SILESIAN-AMERICAN CORPORATION v. CLARK, 332 U.S. 469 (1947)). W przypadku Giesche to amerykańscy udziałowcy Silesian-American Corporation, W.A. Harriman i C.F. Kelley, prezes Anaconda Copper, broniąc swoich interesów przyczynili się do pozytywnego dla SILESIAN-AMERICAN CORPORATION wyroku i odzyskania zainwestowanych w Giesche SA środków finansowych.
Dla Polski istotne jest to, iż wyrok w tej sprawie jak i cała dokumentacja znajdująca się w archiwach amerykańskich może posłużyć do składania skutecznych pozwów do sądów amerykańskich i w innych krajach w sprawie zwrotu mienia i żądań odszkodowań za straty poniesione w wyniku II wojny światowej, przez polskie przedsiębiorstwa (zarówno prywatne jak i państwowe), niezależnie od spraw reparacji wojennych w stosunku do Niemiec i Rosji, dla załatwienia których nie ma woli politycznej w Polsce. Czytelnikowi chciałbym uzmysłowić, iż według szacunków przytoczonych na wstępie, wartość aktywów spółek prawa handlowego, prowadzących działalność na terytorium II RP przed wybuchem wojny, przejętych wrogo przez obce podmioty gospodarcze przekraczała 20 miliardów ówczesnych złotych polskich. Jest to kwota ogromna.
Na zakończenie chciałbym przypomnieć mało znany fakt „dziwnej” reakcji Wall Street na wybuch II wojny światowej. W ciągu pierwszych siedmiu dni po 1 września 1939 r., indeksy Wall Street poszybowała w górę aż o 9,7 proc. Amerykanie ze szczególnym entuzjazmem zareagowali na wieść o przystąpieniu Francji i Anglii do wojny. 5. września Wall Street odnotowała najmocniejszy skok indeksów – główne wskaźniki zyskały wówczas 7,26 proc. ustanawiając tym samym historyczny rekord jednodniowego wzrostu. Było to „niespodziewane” odwrócenie trendu spadkowego, w którym znajdowała się Wall Street przed wybuchem wojny i spowodowało ogromne zmiany własnościowe, szczególnie jeśli chodzi o spółki mające kapitały w europie (których akcje pikowały w dół), w tym spółki prowadzące działalność gospodarczą w II RP. Sytuacja ta ułatwiła niewątpliwie wrogie przejęcia aktywów tych spółek.
Ile stracił kapitał polski na skutek tych „zawirowań” trudno oszacować ale z pewnością są to miliony ówczesnych złotych polskich. Jednymi z tych, którzy się wtedy bardzo wzbogacili było imperium Rotschildów. Ale nie byli jedynymi. John Templeton twórca tzw. „strategii gry przeciw rynkowi” również zarobił ogromne pieniądze na wybuchu wojny jak wielu innych. Wielu też straciło na tych zawirowaniach dorobek całego życia. Cóż świat finansów jest bezwzględny, to jego istota, czysty darwinizm. Ale dlatego tak bardzo należy we współczesnym świecie walczyć o swoje, także o dziedzictwo finansowe, nie tylko w wymiarze osobistym ale również narodowym i społecznym. Niestety my Polacy ten instynkt zatraciliśmy i jako naród i jako społeczeństwo. A bieżąca polityka władz polskich zadania nam nie ułatwia. Powinniśmy uczyć się jak postępować w tej sprawie od innych narodów, w tym od narodu żydowskiego. Dziedzictwo finansowe II RP jest bowiem bardzo ważnym składnikiem naszego dziedzictwa narodowego, niestety kompletnie nie funkcjonuje ono w świadomości społecznej i narodowej Polaków.

Krzysztof Kopeć

Papiery Wartościowe - Polski Rynek Kapitałowy

    Dodaj do Wykop.plDodaj do FacebookDodaj do BlipDodaj do TwitterDodaj do FlakerDodaj do PingerDodaj do zakładek Google

 

Staszek -- Sobota, 08 Grudzień 2012 r. 08:00 am

Ten Rysiek od Giesche to dopiero rojber jest. Trzecią część Katowic chce dostać.


Paweł -- Poniedziałek, 24 Grudzień 2012 r. 12:12 am

Dopóki, żądzą w Polsce Polacy żydowskiego pochodzenia, to nie jest w interesie żydów, aby Polski majątek ochronić, tylko umożliwiać rabowanie, lub użyje ładnie brzmiące słowa \"przejmowanie,prywatyzowanie\" itd. Wystarczy przeanalizować ile było ludzi żydowskiego pochodzenia na ważnych stanowiskach Państwowych po drugiej wojnie światowej oraz po upadku socjalizmu w Polsce, gdzie jest to ciągłość posiadania władzy, tylko w innym systemie polityczno gospodarczym do którego grunt przez lata 80-te skrupulatnie przygotowywali komuniści-żydzi.


Marek -- Poniedziałek, 13 Maj 2013 r. 07:01 pm

Witam, Bardzo ciekawy artykuł. mam tylko pewne uwagi co do wniosków wyciągniętych przez autora. Otóż akcje są na okaziciela i trudno mówić w tym przypadku o “spadkobiercach”, analogicznie jak o spadkobiercach banknotów np. Ważne jest jedynie zgodne z prawem wejście w posiadanie tych akcji, a nie np. z kradzieży czy oszustwa. Prawnymi właścicielami są posiadacze tych papierów. Druga uwaga dotyczy rzekomego wejścia przez Państwo Polskie w posiadanie tych akcji (Giesche). Rzeczywistość wygląda w ten sposób, że akcje te, wraz z innymi rzeczywiście miały zostać przekazane stronie polskiej, po podpisaniu umowy indemnizacyjnej. problem polega na tym, że nie znaleziono żadnego dokumentu potwierdzającego ich obecność w jakimkolwiek urzędzie polskim. Strona amerykańska, do której Polacy zwrócili się o pomoc prawną jednoznacznie stwierdzili (słowami Ambasadora) że nie posiadają żadnego dowodu przekazania ich stronie polskiej i dodaje:” gdyby taki protokół istniał, na pewno bylibyśmy w jego posiadaniu”. W tej sytuacji jedynym dokumentem jest list przewozowy potwierdzający nadanie akcji ze Stanów do Ambasady Amerykańskiej w Warszawie. Niestety trudno z tego dokumentu udowodnić, że akcje te rzeczywiście zostały przekazane Polakom, tym bardziej że list przewozowy dokumentuje przyjęcie ich przez agencję wysyłkową, która także nie posiada żadnego potwierdzenia przyjęcia ich przez Ambasadę USA w Warszawie. W tej sytuacji jak autor pewnie przyzna – sprawa się nieco komplikuje i nie jest tak jednoznaczna jak to wynika z doniesień prasowych. Mam nadzieję, że mój komentarz wnosi nieco treści do tego ciekawego podsumowania problemu w postaci powyższego artykułu.


Twój nick:

Twój komentarz:




powrót